Zastaw się, a postaw się!

Nadejszła wiekopomna chwila. Karkołomny się ożenił. Z nieopierzonego pisklęcia i Piotrusia Pana wyrosła głowa rodziny. Nadszedł dzień sądu ostatecznego a z nią wszelkie uciechy kawalerskiego życia zatonęły niczem Titanic. Już to człowiek nie uchleje się z kolegami bezkarnie i nie będzie się szlajał nocami po mieście w wyprawie po złote runo. No ale nie będę tu szerzył męskiego, szowinistycznego defetyzmu i ubolewał jaka to żeniaczka jest zła i niedobra. Wierzę w światełko, które rozprasza mrok i wiem, że tylko na dobre mi to wyjdzie. Bo takiego Anusiaka to tylko ze świecą szukać, co to w myśl słów „Do serca przytul psa” wzięła mnie kulawego, przygarnęła, umyła, wykąpała i dała jeść. I pozwoliła zostać. AVE!

Jeszcze rok temu marzyliśmy z Anusiakiem co by pojechać do Toskani i wziąć cichy ślub w małym kościele. Tylko z rodzicami i świadkami. Bez szumu, blichtru, żenujących zabaw weselnych, zdjęć, wystąpień i całego tego gówna związanego z wielkim weselem. Bo dla mnie wesele to przeżytek. Rok przygotowań żeby gromada ludzi nażarła się, napiła, a na koniec i tak marudziła, że jedzenie niedobre, że rosół na kostce, że mało przystawek, że zespół smęcił, że za długie przerwy robił, a zabaw nie było i w ogóle było drętwo. A żegnając się powiedzą Ci, że dawno się tak pysznie nie bawili i było cudownie, jedzenie och ach, a zespół to skąd wy taki zacny wzięliście. A Tobie człowieku zostanie ból głowy. I 50 tysięcy złotych polskich jak psu w dupę. No bo szalonym trzeba być, żeby majątki na wesela wydawać. Musiałbym na głowę upaść żeby wyrzucić taką kasę na wódę i żarcie. Staropolskie obyczaje. Zastaw się, a postaw się. Jak ktoś ma pieniądze, to proszę bardzo. Rób, szalej, baw się i spraszaj pół gminy i 1/4 powiatu. Bo mitem jest myślenie, że wesele się zwróci. Nigdy się nie zwróci.

Kiedyś kochałem wesela. Rzec by można, że byłem niekoronowanym królem zabaw weselnych. Byłem jako ten Jan Niezbędny, co to najsmutniejsze wesele rozręci. Na niejednej zabawie byłem, niejeden rosół zjadłem, niejedną pierś z kurczaka chwyciłem. Przyświecała mi maksyma „Pić, palić, dziewki hańbić”. Szlajałem się jak ta łajza od wesela do wesela. Ale pojawił się Anusiak, pogroził palcem i rzekł :”Albo ja, albo wesela”. Spytać nie śmiałem „A ile tych wesel by miało być”. Pokornie przystałem na warunki kohabitacji (nie mylić z kapitulacją) i zacząłem wieść żywot racjonalnego inteligenta wymieszanego z nutą dekadencji, szczyptą szaleństwa, garścią fantazji, esencją niewybrednego humoru, wstrząśniętego z nieskończoną miłością. Do Anusiaka. Dni stały się długie a życie wesołe. Obok przestały biegać panny gołe. Anusiak co rano z buziakiem mnie budzi i mówi: „Łajzuto, wyszedłeś na ludzi”.

Jak człowiek zaczyna racjonalnie myśleć i staje się głową rodziny, to zaczyna się zastanawiać po co komu wesele. Gdy ma się już dom i rodzinę, człowiek głupcem musi być żeby wydawać kosmiczne sumy na 2 dni bachanaliów na 100 ludzi, z których połowa na imprezie nieznana a 1/4 niechciana. Ważniejszym jest, co by sakramenty poczynić i niegrzesząc rodzinę powiększać pod pierzyną. Istotny dla człowieka staje się sam ślub. Wesele schodzi na drugi plan. Staje się jakąś nikomu niepotrzebną błahostką. Bo mając rodzinę człowiek zastanawia się, czy przepuścić pieniądze na głupotę, czy zainwestować w nieruchomość. Skąpcem jestem i wybieram to drugie. Rodzice oczywiście mogą pomóc, ale nierozpieszczonym będąc (jak i Anusiak) uważam, że pieniądze mogą wydać na inne przyjemności, niż na spraszanie miliona gości i pokazywanie, że są dobrymi rodzicami. Bo są i bez tego.

Marzenia o toskańskim ślubie skutecznie zmienił nam najmłodszy członek rodziny. Oleństwo. Przyszła i zarządziła. Trudno, co zrobić. Trzeba było znaleźć z Anusiakiem jakiś zamiennik. Długo nie myśleliśmy. Półtora miesiąca temu postanowiliśmy co by chrzciny grzdyla połączyć ze ślubem. Ale wpadliśmy na genialny pomysł: nikt nie dowie się o ślubie. Tylko świadkowie. Gości zaprosiliśmy na chrzciny. W ciągu miesiąca udało nam się wszystko pozałatwiać. Gdy zagrali marsza weselnego konsternacja i osłupienie zapanowały w ławach, a przez kościół przebiegł pomruk zdziwienia. Ale nic to. Wszyscy się cieszyli. Później był obiad. W stargardzkiej restauracji Toskania….Rybka i mięsiwo petarda, a tatar taki, że lepszy niż szynka. Miał być mały ślub w Toskanii i był mały ślub w Toskanii.  Była wódka a grał nam Spotify wespół z Youtubem. Było pysznie. Anusiak był zadowolony. Rodzice byli zadowoleni. Ja byłem szczęśliwy. Oleństwo jako królowa wieczoru chodziła jak te cygańskie dziecko z rąk jednej ciotki do drugiej. I tylko później zgrzytnęło. Bo o fakcie poinformowaliśmy świat przez facebookowe medium. Jedni gratulowali, inni się obrażali. Zrozumiałem wówczas powagę sytuacji. Przecież dla niektórych ślub to i wesele więc potwarzą było wielką nie zaprosić niektórych znanych osób. Ale przecież wesela nie było… I nikt o ślubie nie wiedział. Cóż zrobić gdy niektórzy potępiają to, czego nie rozumieją?

The following two tabs change content below.

Karkołomny

Racjonalny obserwator absurdów otaczającego świata. Miłośnik wszystkiego co dobre.

Ostatnie wpisy Karkołomny (zobacz wszystkie)

68 przemyśleń na temat “Zastaw się, a postaw się!”

  1. ~em pisze:

    genialne:D
    powinni to naukach przedmałżeńskich czyta:D
    sama zrobiłam podobnie.

    1. ~Buster pisze:

      Tak się to właśnie powinno robić!

      1. ~Darcia pisze:

        Popieram, ja zrobiłam tak samo- małe przyjęcie dla osób, które chciałam żeby były ze mną w tym dniu a nie dla całej masy która przyjdzie tylko dlatego bo tak wypada, bo to rodzina. Fakt- potem część się obraziła, ale to mój dzień i ja decyduje jak on będzie wyglądał i nic nikomu do tego. I szczerze powiem że podziwiam tych, którzy nabiorą kredytów, zastawią co mają bo wesele trzeba zrobić, bo jak nie to co ludzie powiedzą….a niech gadają i tak będą jak będzie wesele- bo to nie tak, bo jedzenie nie dobre itd.

  2. ~Anka pisze:

    Kurczę, jesteście super! To wszystko. Gratuluję i życzę słonecznej drogi przez zycie

  3. ~OdchudzanieJestProste.pl pisze:

    ależ Ty masz talent … literacki.
    Rewelacja !

    Czytałam z ogromną przyjemnością :)
    i nie ukrywam, że z radością.
    Ten Twój Anusiak to ma z Tobą barwne życie

    Gratuluję pomysłu na ślub.
    Super

    Pozdrawiam i życzę szczęścia dla całej rodzinki

  4. ~ASIA pisze:

    Super.
    Moje wesele było skromne ,brak środków, bo małż jeszcze wieczny student :).
    Zaprosiliśmy 40 osób z czego jeszcze 1/3 się nie stawiła.
    To było 20 lat wstecz więc dawało się w modzie prezenty, ogromnym afektem rodzina i goście się obruszyli słysząc prośbę o pieniążki. (Kupiliśmy za nie meble i spłaciliśmy fotografa) A już szczytem nietaktu było zrobienie wtedy wesela w piątek i bez poprawin w lokalu tylko w domu.
    Dalim rade.
    Pozdrawiam.

  5. ~hell pisze:

    Wiesz co, powaliło mnie zdanie :”gromada ludzi nażarła się, napiła, a na koniec i tak marudziła, że jedzenie niedobre…” Współczuję rodziny. Na moim weselu było trochę ponad 70 osób, bliska rodzina, kochani ludzie. Starsze i młodsze pokolenie. Dla niektórych było to wielkie wydarzenie, spotkać się razem, w tak wielkim gronie. Wszyscy dobrze się bawili i długo wspominaliśmy tę imprezę. Zdjęcia stoją w ramkach u różnych ciotek. To właśnie jest rodzina, zobowiązania wobec innych i dzielenie się przeżyciami. Jeśli ktoś ma taką postawę wobec bliskich to faktycznie lepiej niech ich nie zmusza do takiej imprezy.

  6. ~tim pisze:

    trochę poiliście na skróty. Podobał mi się wasz pomysł połączenia wesela i chrztu, ale …. nie informowanie o tym fakcie rodziny i przyjaciół nie zaproszonych na ślub i chrzest to policzek. Rodzina przyjaciela zawsze chcą uczestniczyć w tych chwilach pięknych i tych smutnych. Co jest na zabawie do jedzenia, kto gra i co gra dla mnie jest mało ważne, ważne kto uczestniczy w tym. moim zdaniem powinniście dla tych osób zrobić jakiegoś grilla czy jakąś imprezę, bo niesmak zostanie na lata. Znam osoby które poszły na takie skróty (cichy ślub, po ślubie nie zaproszenie najbliższej rodziny nawet na obiad – nie z braku pieniędzy) mino lat to się niestety pamięta.
    pozdrawiam i wszystkiego najlepszego

    1. ~a. pisze:

      No I?….. facet ma ewidentnie inne myslenie niz ty, o180 stopni a ty po przeczytaniu bloga dalej o afroncie…wesela I sluby to pokazowka, wiec ty rob swoje Na million ludzi a od innych sie odwal.

    2. ~Orava pisze:

      HELL ma w 100% takie samo zdanie jak ty. Jestem już 20 lat po ślubie.

    3. ~Pino pisze:

      Wezcie sie hieny odwalcie od cudzego zycia. Czasy kiedy czlowiek musial robic wszystko na pokaz sie skonczyly. I jeszcze ten tekst ze to na skroty…pewnie, przeciez to niewazne ze mam w tylku imprezy i jakies ciotki, ktorych nawet nie lubie – musze sie meczyc w dniu slubu a nawet i po nim bo tak wypada. Tepe polactwo. A won!

  7. ~ana pisze:

    Sam chodziłeś na wesela, a teraz je hejtujesz. Po to się robi wesela aby spędzić miłe chwile z rodziną (taką która Cię nie obgada, a cieszy się razem z Tobą). Jedynie gdzie i kiedy można się zabawić to tylko sylwester, a tak to cały czas się tyra do pracy. Więc wesele to odskocznia od rutyny. Jeśli lubi się parę młodą to na nic się nie narzeka. Jak sobie pościelisz tak się wyśpisz – widać jaki masz kontakt z rodziną – żaden!

    1. ~Inkwizycja pisze:

      To nie jest hejt na śluby tylko szczera prawda o przepychaniu pieniędzy przez tyłki gości. Sam się żenię za 2 dni i widzę ze swojej perspektywy, że 80% pieniędzy równie dobrze można byłoby spalić. Wielu myśli „zrobię sobie wystawne wesele na 100+ osób jestem fajny rodzina mnie polubi” psinco prawda… te środki prędzej czy później mogą być potrzebne parze młodej. Wiem, że przemawia przeze mnie materializm ale jeśli mam wybierać pomiędzy napchaniem tyłka przyjezdnym a zakupem lokum/działki budowlanej/opłaceniem części kredytu itd. to jest tylko jeden logiczny wybór. Wielu traktuje ślub/komunie/chrzest jako okazję do pokazania się lub zrobienia szałowego wrażenia na otoczeniu. Tylko ja pytam po co?

      1. ~Ola pisze:

        myślałam że wesele robi się po to, żeby się w tym dniu dobrze bawić.. jak ktoś lubi oglądać tv to w tym dniu może obejrzeć tv i też super. Jak ktoś lubi tańczyć – to zaprosi gości i będzie tańczył. Można oczywiście potańczyć we dwoje przy radiu, ale dla mnie to trochę smutne, lubię ludzi ogólnie. Do tego moja rodzina jest trochę rozrzucona po kraju, spotykamy się praktycznie na pogrzebach; takie wesele to okazja żeby spotkać się przy wesołej okazji. I nie są to obcy ludzie – jako dzieci częściej spotykaliśmy się np w wakacje u babci. Teraz drogi się trochę rozeszły ale warto podtrzymywać kontakty, bo nie wiesz co cię czeka w przyszłości. Czasem można bardziej liczyć na rodzinę nawet tą mieszkająca daleko niż na znajomych którzy są przyjaciółmi do zabawy, ale przy kłopotach uciekają. Oczywiście czasem jest odwrotnie.

    2. Karkołomny pisze:

      Ja nie hejtuje wesel. Mówię tylko, że nie warto wydawać na nie wielkiej kasy.

    3. ~Pino pisze:

      Moze to jest twoje takie wlasnie smutne zycie, inni nie potrzebuja jakiegos smiesznego wesela jako rozrywki. Moze ktos nie chce bo nie – co ci do tego do cholery? A jaki ty masz kontakt z rodzina, ze sie tylko na weselach z nimi mozesz widywac szczekaczko? Zal mi ciebie i twojego prostego zycia.

  8. ~Ola pisze:

    Świetny tekst. Genialny pomysł :)
    Sama jestem dwa miesiące „po” i z tej krótkiej perspektywy czasowej stwierdzam, że drugi raz bym wesela nie zrobiła. Goście mówią, że to była fajna impreza. My niewiele pamiętamy :)
    Gratuluję podejścia do tematu.
    W końcu to WASZ DZIEŃ i nikomu nic do tego.
    Poza tym liczy się samo zawarcie związku małżeńskiego, a nie cała reszta.

    Wszystkiego dobrego :)

  9. ~Ania pisze:

    To my się tak udaliśmy. Postanowiliśmy zrobić małe, skromne przyjęcie. Jednakże z małego, skromnego zrobiło się sporo większe. Pozostał debet na koncie, marudzenie, że ciotka siedziała obok X, a przecież z X to ona nie gada od wieków itd. Gdybyśmy mogli cofnąć czas, ślub byłby skromny, w małej drewnianej kapliczce, na południu Polski, tak jak marzyliśmy na początku.
    Świetny wpis. I wszystkiego dobrego :)

    1. ~przyszła mężatka pisze:

      my bierzemy cywilny z racji przekonań i skromny obiad na 40 osób max. Nienawidzimy wesel, wiejskiej siary i spędu rodziny, której człowiek 25 lat nie widział. Każdemu polecam. Potem impreza dla znajomych w jakimś lokalu na mieście. termin chcę na lipiec za rok, więc mamy trochę czasu z szczegółami. Pozdrawiam i polecam olanie rodzinki względem gadania o ślubie, nacisków na slub kościelny i oburzenia mamy jak to masz nie zaprosić 20 cioć piąta woda po kisielu.

  10. ~ola pisze:

    Super wpis :) Własnie jestem w trakcie organizacji ślubu i wesela, wierz mi, dobrze rozumiem całe to zamieszanie wokół, które robi rodzina. Do tego stopnia, że obrzydzili mi ślub i mam coraz mniejszą ochotę legalizować ten związek. Mam o tyle gorzej, że jestem pierwsza z 4 rodzeństwa, która bierze ślub, podobnie ma mój narzeczony u siebie. Rodzice świrują, ciągle gadają o weselu( tak, weselu, nie ślubie i fakcie związania się na całe życie, liczy się tylko wesele!) , a na spotkaniach rodzinnych jesteśmy w centrum zainteresowania. Mamy już oboje tego serdecznie dość. Na dodatek płacimy sami za wesele,bo chcieliśmy oszczędzić sobie wtrącania się rodziców do organizacji, wiec zamiast rozkazów słuchamy „dobrych rad”, co jest chyba jeszcze bardziej denerwujące. „A nie lepiej będzie jeśli zrobicie tak i tak”, ” a możne zamiast … pomyślicie o …”. „weźcie sobie …, będzie lepiej, zobaczysz!”, a po fakcie ” wzięliście…? dlaczego tak? nie chcieliście nas posłuchać? Ale możecie jeszcze to odwołać! zaliczka się zwróci.” . brrr

    1. ~Iza pisze:

      Hehe, kiedy moi młodzi mieli organizować własne małe wesele, właściwie obiad dla rodziny, a jednocześnie zwaliło im się na głowę milion innych spraw, to się wkurzyli i pobrali wyłącznie przy świadkach na 2 miesiące przed wcześniej wyznaczonym terminem, po czym przyjechali do nas. Myśmy myśleli, że młodzi zaproszenia nam przywieźli, a oni przyjechali obrączkami pomachać. :D
      Po zgarnięciu szczęk z podłogi uznaliśmy, że w sumie… mieli rację. :)

  11. ~Paulina J. pisze:

    Kiedyś wesela były fajniesze :) Sama bym nie chciała mieć hucznego wesela bo mi szkoda pieniędzy. Wolałabym przeznaczyć to na coś innego. W naszym przypadku zamiast wesela był generalny remont domu:) I mamy swoje kąty :)

  12. ~Ely pisze:

    JEDYNE CO BYM „POPRAWILA” TO POINFORMOWALA BYM ZE WESELE RAZEM „ZE CHRZTEM” BEDZIE , RESZTA SUPER ..
    SAMA JESTEM ZWOLENNICZKA KAMERALNYCH SLUBOW .. I NIE JEST TO KWESTIA ZE „ZLE Z RODZINA ZYJE” .. W RODZINIE MASA LUDZI .. KAZDY INNY .. RODZINY SIE NIE WYBIERA I NIE MUSZE KOCHAC WSZYSTKICH CIOTETK I WOJKOW ANI ONI MNIE .. NIE KRYTYKUJE DUZYCH WESEL .. KAZDY ROBI JAK CHCE ..
    MOJ SLUB TO 30 OSOB LICZAC KSIEDZA KTORY TEZ ZOSTAL ZAPROPSZONY .. I PRZYSZEDL ! .. WSPANIALE WSPOMNIENIA .. I KOCHANI GOSCIE ..
    CO PRAWDA TROCHE CIOTEK I WOJKOW SIE OBRAZILO ALE … MAJA PRAWO A MOJE PRAWO TO ZORGANIZOWAC SLOB I WESELE JAK JA CHCE I Z KIM CHCE .. na wesela chadzam , nie odmawial … nie krtytkuje .. czasami z duza checia czasami z obowiazku … sigh !
    i tyle na temat … DLUGIEGO I SZCZESLIWEGO ZYCIA ZYCZE !

  13. ~xxl pisze:

    Uważam że to genialny plan. Życzę wszystkiego najlepszego na NOWEJ starej drodze Życia. Gratuluje Żony i Córki .

  14. ~aks79 pisze:

    połączenie chrzcin ze ślubem – pomysł po prostu genialny!!
    …zaczynam zazdrościć…

  15. ~Mała pisze:

    Powiem tak: są rzeczy które w życiu roi się TYLKO RAZ. Dla mnie taką rzeczą jest ślub i wesele. Kredyt, działka, samochód.. to sobie można spłacić/kupić za 1 rok, za 2 lata, czy za 5. Zresztą kredytów pewnie w życiu spłacicie kilka, zmienicie kilka samochodów itp… A piękny ślub, piękne wesele…. ten JEDYNY przy boku, biala suknia, łzy ojca, uśmiechy przyjaciół i długie miesiące wspominania (prośby o wypożyczenie filmu dostawaliśmy jeszcze 2 lata po ślubie!). Tego się nie da NIGDY powtórzyć. I żaden kredyt ani działka nie jest tego wart. Jako staruszka będę pewnie przeglądać tamte zdjęcia…

    1. ~Kaja pisze:

      W dzisiejszych czasach tylko bogacz nieliczący się z pieniędzmi może ot tak sobie rzucić, że zrobi ślub za 50 tysięcy a dom kupi za rok.. Zero empatii wobec większej części społeczeństwa. No, ale takie wielkie śluby zazwyczaj też kończą się szybkimi i skandalicznymi rozwodami

    2. Karkołomny pisze:

      Łzy ojców były. Łzy matek były. Uśmiechy przyjaciół były. Wspominanie – jest. Prośba o przesłanie miliona zdjęć – co chwila. A to przy 31 osobach zaproszonych na obiad :)

  16. ~pilip pisze:

    e bredzenie.

  17. ~Aśka pisze:

    lubie wesela, lubie się bawić ale sama nie chce mieć wielkiego wesela. Z narzeczonym jesteśmy na etapie planowania, pewnie skończy sie tak jak przy chrzcinach dzieci ( bliźniaczki), Zaprosilismy rodziców, rodzeństwo nasze i z mojej strony była dwójka braci mojego taty z rodzinami ( zreszta kuzynka jest matka chrzestna jednej córeczki), osoby na których moge liczyć zawsze. Druga połowa rodziny się pewnie obrazi,ale co mi tam. To mój i mojego partnera dzień a nie ich.

  18. ~Gaja pisze:

    super… jakbyście jeszcze trochę poczekali to może dało by się połączyć wasz ślub, ślub syna, wraz z chrzcinami jego i jego dziecka… a może i ślubem wnuka… to byłaby impreza… :))))) pokoleniowa…:))))

    1. Karkołomny pisze:

      Ale my nie mamy syna…

  19. ~natkaherbatka pisze:

    My zrobiliśmy identycznie. Był chrzest Oli i przy okazji nasz ślub o którym wiedzieli tylko świadkowie :) obiad w restauracji, ale bez alkoholu. Poźniej mała poprawka w domu i to wszystko. Częśc rodziny do tej pory nie wie, że wzięliśmy ślub kościelny i łudzą się na wielkie wesele, na którym ja siebie w białej sukni nie widzę, bo dla mnie to jakaś maskarada jest!!!

  20. ~małpaela pisze:

    Może to karkołomny pomysł, ale nie dałoby się Ciebie sklonować?
    Wezmę bez wesela ;)

  21. ~małpaela pisze:

    Jestem polonistką i tak mi się Ciebie czytało, że żadnego byka nie zauważyłam :) A zwykle tylko te widzę.

  22. ~miki pisze:

    Też jestem tego samego zdania co Ty ,nie ma co się zadłużać na wesele lepiej przeznaczyć te pieniądze na lepszy cel.My mieliśmy tylko skromne przyjecie w domu,część rodziny też miała wąty ,ale my postanowiliśmy te pieniądze przeznaczyć na mieszkanie.To było dla nas ważniejsze niż zabawa która szybko minie,a potem zostaje tylko kredyt do spłacenia.

  23. ~lola pisze:

    To miało być niby nowoczesne ? Raczej tupet bym powiedziała …

    1. Karkołomny pisze:

      To nie jest nowoczesne. Nowoczesne są wielkie imprezy z milionem gości. No i racja. Tupet. Bo trzeba mieć jaja żeby coś takiego zrobić :)

  24. ~Alexa pisze:

    My zrobiliśmy cichy ślub przyjęcie weselne dla 15 osób ( z nami licząc ). Rodzinie i znajomym wysłaliśmy zawiadomienia, ale dopiero…w dniu ślubu ;) Było tak,jak chcieliśmy, łącznie z tortem, tańcem ( tylko my – dla tradycji ), sesją fotograficzną… Wszyscy nam gratulowali pomysłu, nie było obrażonych.

  25. ~czytelniczka pisze:

    z mężem zbieraliśmy intensywnie pieniądze na wesele ponad rok. Wesele było dla 50 osób.Rodziny niezbędna ilość ( rodzice, chrzestni, kilku kuzynów), reszta to przyjaciele. Część rodziny do dziś jest obrażona, co potwierdziło tylko moje przekonanie,że nie warto zapraszać na tak wyjątkowy dzień osób, które nigdy w życiu nie były mi bliskie i które nie potrafiły zrozumieć,że nikt nam złotówki do tego wesela nie dołożył, bo wszystko robiliśmy sami.Nie żałuję swojej decyzji, gdyż w tym wyjątkowym dla mnie dniu był przy mnie tylko ważne dla mnie osoby!

  26. ~Grześ pisze:

    toś ty skąpiradło jakich mało. Piszesz,że żadne wesele bez ciebie to nie wesele,sam bywaleś na wielu (no i zapewne żarłeś,piłeś i się bawiłeś) a tu jak przyszło co do czego to dusigrosz wyszedł. Nic nie tłumaczy takiego zachowania. Pomijam , że na otarcie lez panny młodej(że wesela takiego prawdziwego nie było) można tłumaczyć „ale zaoszcędziliśmy,ale jesteśmy cwani itp – g.wno – nie mieliście prawdziwego wesela i tyle.

    1. Karkołomny pisze:

      Rację masz – żarłem, piłem i bawiłem się na weselach. Skoro mnie zaprosili, to czemu mam nie skorzystać. Tylko gdzie jest zapisana zasada, że jak bywałem na wielu weselach, to sam również muszę zrobić i zaprosić wszystkich, u których byłem. Może właśnie dlatego, że na wielu bywałem, to wiem jak wygląda cała otoczka i organizacja przed weselem i po prostu nie chciało mnie się z tym męczyć. A co do Panny Młodej – ludzie nie zawsze dobierają się na zasadzie przeciwieństw. My się dobraliśmy do siebie nadając na tych samych falach. Słuchamy Trójki, lubiy tą samą muzykę, te same książki itd. I nasze podejśćie do kwestii wesela jest identyczne. Racja wyszedł dusigrosz i nie mieliśmy prawdziwego wesela. Bo nie chcieliśmy.

      1. ~Ola pisze:

        zasada brzmi: „traktuj innych tak, jak sam chciałbyś być traktowany”.
        Ja osobiście chciałam mieć skromny ślub i obiad dla najbliższej rodziny i chrzestnych (świadkowie to rodzeństwo). Narzeczony oburzył się że jak nie zaprosi rodziny to się obrażą. Mama oburzyła się że jak to, bez balowej sukni?
        Już chciałam się okopać na pozycji i bronić swoich racji jak lew, kiedy pomyślałam że właśnie dlatego, że dobrze się bawiłam na weselach kuzynek, i wiem ile to kosztuje przygotowań (nie tylko pieniądze ale i czas), wypada zrobić jakieś spotkanie rodzinne. Z tym że zaprosiłam osoby mi bliskie. Ci którzy nie chcą ze mną utrzymywać kontaktu niech się obrażają, i tak się nie dowiem :)

      2. ~Ja pisze:

        Jak dla mnie to zle wychowanie. Bywales na weselach, bawiles sie? Wypadaloby to zwrocic.

    2. ~Pino pisze:

      Nie kazda panna mloda chce wesele. Ja wolalabym sie zapasc pod ziemie niz uczestniczyc w takiej szopce. Nie chce nawet slubu, ani durnej bialej kiecy, ktora tylko raz zaloze. No ale wiekszosc Polakow ma mentalnosc wsioka, tak jak ty na przyklad.

  27. ~olka pisze:

    Bardzo dobrze zrobiliscie :) i masz racje, ze robi sie dla ludzi a nie dla siebie i tylko wydaje sie kase, zeby marudzili… ale Wam szczescia !:)

  28. ~lola pisze:

    No cóż jedni mają nieślubne dzieci a inni ślubne imprezy … ;)

    1. ~Aśka pisze:

      a co ma piernik do wiatraka?

      znam wiele osób które najpierw miały dzieci i wzieli ślub cywilny lub mieli sam ślub bez wesela, a po paru latach jak im sie zachciało wesela to wzieli ślub kościelny lub zrobili odnowienie przysięgi małżeńskiej i wyprawili wesela na 150 osób..

  29. ~Mona pisze:

    Fajny pomysł i zgadzam się z tym, że każdy robi tak jak chce, Wy zrobiliście tak jak uważaliście to za słuszne i jeśli ktoś się z tym nie zgadza musi to uszanować i tyle. Ja również jestem przed własnym weselem, które mam za miesiąc i przyznam sie szczerze, że też mi się odechciewa, ale nie dlatego, że nie lubie wesel, bo marzyłam o weselu, tylko dlatego, ze mam narzeczonego z innego województwa niż ja i jego rodzina/znajomi zamiast cieszyć się, że są zaproszeni to jeszcze wielkie problemy robią, ze transport powinien być załatwiony (byłam na weselach w roznych częściach kraju i nigdy nie robiłam problemu, ze muszę jechać własnym autem, wrecz przeciwnie dla mnie to wygoda), że hotel jest 20km od sali a nie na miejscu. I tak ze 160 zaproszonych zrobiło się 120…

    1. ~goś pisze:

      Transport na wesele gość sobie powinien sam ogarnąć a nie jeszcze Was tym dręczyć, przecież wiadomo że PARA MŁODA ma mnóstwo innych obowiązków/przygotowań przed ślubem.

  30. ~Yugi pisze:

    W zeszły weekend byłam na pewnym weselu jako osoba towarzysząca (rodzina lubego)- takim typowym. Ogólnie- multum genialnego jedzenia, kapela fajna,alkohole przeróżne w ilościach ogromnych, ogólnie było super. Wszystko w jak najlepszym porządku, śpiewy do rana, no cud-malina… Jednak następnego dnia wywiązała się z przyszłymi teściami rozmowa (którzy również na owym weselu byli). Dowiedzieliśmy się, że było nie tak, że wstyd, że w ogóle cuda na patyku, tak się nie robi ect… o co chodziło? a no o to, że Młodzi żegnając gości częstowali tylko plackami, a nie dawali „tradycyjnej” flaszki wódy. I że taki gest, a jak to, co to było przecież to dodatkowe 2 tysiące złotych na tą wódkę (sami do majętnych osób nie należą…) Czyli nie ważne co zrobisz i tak po weselu Ci dupę obsmarują, bo choćby chciał to nie zaprosi tylko tych ludzi co człowiek chce, ale i też paru z przymusu, bo wypada… Po tym co usłyszałam z lubym doszliśmy do wniosku, że ślub robimy w środku tygodnia i mamy w nosie, czy się ktoś obrazi, czy nie…

  31. ~Ewa pisze:

    Mieliście świetny pomysł.Ja jestem właśnie rok po ślubie, dość nietypowym ja na nasze otoczenie.Nie jestem przeciwniczką hucznych wesel jeśli kogoś na to stać.My chcieliśmy swoje wesele sfinansować sami i się nie zadłużyć a to wiązało się z rezygnacją z dużej imprezy bo rodzina męża jest bardzo duża i szykowała nam się przynajmniej 300 osobowa impreza.Wpadliśmy więc na pomysł jak połączyć skromne wesele z nie urażaniem uczuć naszych rodzin i zdecydowaliśmy się na kameralny ślub(razem z nami 12 osób), w małym drewnianym kościółku, w górach na drugim końcu Polski.Rodzice byli bardzo zaskoczeni ale okazało się że to dla nich była wielka przygoda i teraz mają co wspominać i czym chwalić się przed rodziną i znajomymi bo nikt jeszcze nie miał takiego wesela.Znajomym i rodzinie chyba zaimponowaliśmy odwagą na taki krok bo bardzo miło to przyjęli a z naszego otoczenia obraziła się tylko jedna osoba więc w sumie wyszło pozytywnie.Gdybym miała to powtórzyć to zdecydowałabym się na to raz jeszcze!

  32. ~Antek pisze:

    Z innej beczki:)Rzadko komentuje ale skoro Ty to robisz za kazdym razem jaki widzisz jakis teskt o sobie to w sumie Ja tez moge;) Powiem krotko nie wiem kto wybiera blog na glowna ale przyznam, ze podchodzilam dwa razy i niestety nie dalo sie Twojego tekstu czytac do konca. Jakies ozdobniki i na sile chec bycia „cool” mnie chyba ostraszylo a uzycie slowa „coby” troche Mnie smieszylo btw grunt, ze masz swoich fanow i satysfakcje, ze komus sie wogole podoba co piszesz coz powodzenia.

    1. Karkołomny pisze:

      Ja używam ozdobników, Ty nie używasz znaków interpunkcyjnych i z polskimi znakami u Ciebie średnio. Więc wychodzi nam remis.

      1. ~Antek pisze:

        O tym wlasnie pomyslalam czytajac Twoje teksty, jestes osoba ktora nie lubi slow krytyki i probuje zawsze postawic na „swoim”. To jest publiczny blog wiec kazdy moze sie wypowiadac a czy jest remis czy nie to malo Mnie to interesuje. P.S. skoro nie uzywam znakow polskich to moze oznacza jedno… domysl sie skoro uwazasz sie za madrzejszego od innych. Pozdrawiam

      2. ~Antek pisze:

        O tym wlasnie pomyslalam czytajac Twoje teksty, jestes osoba ktora nie lubi slow krytyki i probuje zawsze postawic na „swoim”. To jest publiczny blog wiec kazdy moze sie wypowiadac a czy jest remis czy nie to malo Mnie to interesuje.
        P.S. skoro nie uzywam znakow polskich to moze oznacza jedno… domysl sie skoro uwazasz sie za madrzejszego od innych. Zycze wiecej fanow. Pozdrawiam

  33. ~sebski pisze:

    na mowim ślubie lącznie z nami bylo 7 osob.Chcielismy zeby byli tylko swiadkowie, ale jeszce przyszli rodzice mojej zony. Po slubie w urzędzie pojechalismy do restauracji zjedlsimy obiad i wrocismy do domu, ubralismy sie w normalne ciuchy i razem poszlismy do Lidla na zakupy. Zoona po wszytskim pwoiedziala, że to byl jej wymarzony ślub.Cieszyla sie ze nie wydalismy na niego 50 tys, ze odbylo sie to szybko i bez stresu. I co najlepsze nie musiala brac udzialu w tych zalosnyh zabawach o pólnocy;)

  34. ~Ola pisze:

    Ja uważam ze w przypadku wesela wystawne przyjęcie to nie zawsze złe rozwiazanie bo przecież ślub PIERWSZY jest tylko jeden i każdy chyba chciałby żeby była to chwila niezwykła. Dzielona z tymi których kochamy i którzy sanaszymi przyjaciółmi. To bedą wspomnienia do końca życia. Winne być wspaniałe!!!!

  35. ~evela pisze:

    Ja miałam wesele, miałam 100 gości i nie wydałam majątku. Nie robiłam wesela z przymusu, nie robiłam wesela na pokaz – robiłam je tak, żeby mi się podobało.

    I nie byłam na ranem zmęczona i nie miałam bólu głowy – śmigło szybko – za szybko – aż człowiekowi żal… Powtórzyła bym je nie raz…

    Jeżeli ktoś się obawia nie zadowolonych gości, złych min i komentarzy – to znaczy że coś z Nim jest „nie halo” i co więcej – znaczy się, że sam jest skłonny do złych min, złych komentarzy…

    Ślub, wesele, rodzina, dziecko – to sprawa dla każdego indywidualna. Nie chcesz – nie wchodź w to. Nie chcesz rodziny – to jej nie zakładaj. Po co cały świat ma wiedzieć, jakie jest Twoje podejście.

    Żyj po swojemu – zapewne masz życie pełne atrakcji – nie masz kiedy spać, znajomi walą do Ciebie drzwiami i oknami, nic nie musisz, wszystko możesz – jesteś piękny, rozmowny, wesoły, masz dużo wiedzę o wszystkim i o niczym, byłeś już wszędzie ale jeszcze gdzieś pojedziesz – znasz wszystkie możliwe charaktery, rozmawiałeś z każdym napotkanym człowiekiem i po każdym względem jesteś naj :) Twoje zycie jest wspaniałe – faktycznie – po co je zmieniać ?!

    …o ślubie, weselu, rodzinie i życiu innych mówią dużo Ci którzy nigdy tych spraw nie dotknęli, nie przeżyli – skąd więc u nich taka wiedza?!

    Nie gdybajcie, żyjcie!

  36. ~goś pisze:

    Brałam ślub 2 tyg temu. Zaprosiliśmy 130 osób. Nie żałujemy wydanych pieniędzy. Chcieliśmy aby z nami w ten szczególny dzień świętowali też rodzina i przyjaciele. Goście byli zachwyceni jedzeniem i zespołem. Widziałam jak biorą wizytówki. Cała impreza im się podobała i nikt nie narzekał. A udane wesele jest wtedy kiedy PARA MŁODA się dobrze bawi i goście na to zwracają uwagę w większości. Ty masz takie zdanie na temat wesela ale głupotą jest nie poinformowanie najbliższych nawet jeśli ich nie zapraszałeś. Ślub to chwila wyjątkowa i powinniście się cieszysz z tymi którzy Was kochają i szanują, ale to był Twój wybór, myślę że za parę lat będziesz żałował że tak postąpiłeś.

    pozdrawiam.

    1. Karkołomny pisze:

      Czy dasz sobie rękę uciąć i ogolić na łyso za to, że za Twoimi plecami nikt nie marudził?

      1. ~Ola pisze:

        a po co martwić się tym co ktoś za plecami mógłby powiedzieć i pomyśleć?
        pozwolę sobie zacytować Evelę: Nie gdybaj, żyj!

      2. ~goś pisze:

        Oczywiście że dam sobie uciąć rękę a nawet obie i obciąć włosy też bo jestem w 100 % przekonana że nikt nie marudził za moimi plecami :) Moja rodzina i rodzina męża jest taka że nie owija w bawełnę i jak coś im się nie podoba to mówią w prost i zrobili by to też w kwestii mojego wesela :) po za tym miny zadowolonych gości mi wystarczyły i wiele osób z rodziny nie może się już doczekać zdjęć a także filmu :)

  37. ~poszewka pisze:

    Coraz więcej osób decyduje się na skromne wesela i wiele wskazuje na to, że taki trend będzie się umacniał

  38. ~Kachna pisze:

    Pomysł świetny, ale, gdybym miała zaprosić tylko najbliższą rodzinę z najbliższej, to i tak wyszłoby ponad 50 osób. A przecież jeszcze przyjaciele :)
    Zawsze znajdzie się ktoś, kto się obrazi, ale po co się przejmować?
    Życzę szczęścia!

  39. ~aalwaysbemine pisze:

    Świetny wpis, bardzo przyjemnie się czyta.
    Co do ślubu – świetny pomysł. Ja jestem zdania, że NIC NA SIŁĘ. W którymś komentarzu przeczytałam, że rodzina to zobowiązanie. Oczywiście, jeśli mówimy o najbliższej rodzinie. Ale że ciotki, które widuję w porywach raz na 15 lat? No proszę Was…jakie zobowiązania? do obcej kobiety zwanej ciotką?
    Ślub,to dzień dla pary młodej, nie dla rodziny

  40. Też zwolenniczką wesel nigdy nie byłam. Popieram decyzję i gratuluję pomysłu ;)

  41. alexandra893 pisze:

    Ślub ma być dla tych dwojga ludzi(pary młodej) a reszta,reszta powinna być mniej ważna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>