Wpis o kupie

Dziecko spało snem sprawiedliwego. Dzień zapowiadał się zwyczajnie, bez nadziei na wygranie w totka, czy obietnicy wygrania Fiacika. Olka spała.

 Moja narzeczona Anna szykowała się w tym czasie do wyjścia. Miałem zostać z Oleństwem sam na sam. Bać się nie bałem, bo jak można się bać 60 – cio centymetrowego bajtla? Poza tym zostawałem już z Olką sam w domu, ale na krótsze dystanse. Jedyne czego mogłem się obawiać to trwałego otępienia umysłowego w przypadku niezapanowania nad głodem Oleństwa. A paraliż umysłowy wtedy murowany, bo jak się mała rozkręci w krzyku to ratuj się kto może. Tylko cycek matki nas może uratować. Więc pozwoliłem tak siebie zostawić samego w domu i podjąć samodzielną opiekę nad dzieckiem i psem.

Anna wyszła.
Postanowiłem zawczasu się zabezpieczyć mała setą dla kurażu.
W tym celu odmierzyłem solidną miarkę. A w odmierzaniu miarek to z czasów zaprzeszłych to ja nieprzeciętny jestem.
100 ml wody i 3 i pół miarki Bebilonu.
Olka zjadła.

Jak babcie, przewrażliwione mamuśki i teściowe przykazały po jedzeniu umożliwiłem dziecku co by jej się solidnie odbiło.
Że krajobraz za oknem rozświetlały idealne promienie słoneczne, trza było wyjść na spacer. Bo Olka ma jakiś czujnik dobrej pogody i jak się z nią siedzi w słoneczny dzień w chacie to nawet cycek Anusiaka nie pomoże.
No więc ubrałem bajtla i wyszedłem.

Na spacerze mały dżigersiu spał zacnie, pozwalając mnie założyć słuchawki na uszy i posłuchać nowo poznanej płyty LIMBOSIS  poznańskiego zespołu Abstrakt.
Dziwnym trafem w trakcie spaceru pogoda zaczęła się zmieniać jak w kalejdoskopie. Jakby chowające się za chmurami słońce chciało mi powiedzieć „Nie idź tą drogą!”.
Zmuszony zostałem wrócić do domu.
Po wejściu za próg kwadratu na zewnątrz całkiem ściemniało. Asfalt ulic stał się śliski jak brzuch ryby.
Oleństwo w mych ramionach zaczęło się znajomo prężyć, wyginać, stękać. Czułem i słyszałem, że czeka mnie przygoda z wielką kupą, jakiej jeszcze nie przeżyłem.
Położylem grzdyla na przewiijaku.

Mina mówiła: „Stary, nie wiesz co Cię czeka”
Zgodnie z ustaloną przed wiekami procedurą otworzyłem bajtlową pieluchę.
God damn.
Duża.
Wielka kupa.
Takiej jeszcze nie było, ale damy radę. Ogarniemy.
Wziąłem chusteczki i wyczyściłem co trzeba.
Zasraną pieluchę wyjąłem i wyrzuciłem.
Sięgnąłem po nową, tracąc na 4 sekundy kontakt wzrokowy z Olką.
I wtedy stało się.
Grzdyl srogą miarą postanowił zrobić drugiego klocka.
Wielkością przewyższającego tego pierwszego.
A wszystko to poszło na bodziaka i przewijak.
Na koniec dla postawienia solidnej wisienki na torcie ojcowej niemocy i przerażenia, postanowiła zrobić siku. Strumieniem niczem Manneken Pis postanowiła trafić swego rodziciela, pozostawiajac go z pustką w głowie.

W tym miejscu miało się znaleźć zdjęcie kupy, ale uznałem, że pokazane sceny okażą się zbyt drastyczne.

KYRIELEJSON!!!
Myśli me zakrzyknęły.
Z której strony to się za to zabrać.
Spojrzałem na Olkę.
Chciałem zrobić wzrokowe straszonko, ale nie wyszło

Stary, no co ty, mnie będziesz straszyć? To zdała mnie się mówić jej mina.
Szybko zebrałem myśli, podniosłem z kolan, przetarłem łzy rozpaczy i zacząłem myśleć.
Stanowczo odradzam zbierać wielką kupę Rossmanowymi chusteczkami Baby Dream. Do czyszczenia niemowlęcego tyłka są w sam raz.
Ale starcie z kupą przegrywają.
Po pierwszej chusteczce się zorientowałem.
Głupi ja.
Przeca to było do przewidzenia.
Ale pełen płonnej nadziei brałem to co pod ręką było.
Rzuciłem się więc po ręcznik papierowy.
W 3 sekundy byłem spowrotem.
Olka w tym czasie robiła wszystko żeby powiększyć moją rozpacz. Nogami wierzgając roznosiła wielką kupę za i przeciw siebie.
Za robotę się wziąłem.
W miarę szybko zdołałem usunąć wielką kupę z bodziaka i okolic.
I nagle zastój.
W dzieciństwie grałem w Tetrisa, jako Mario ratowałem księżniczkę Peach i łapałem jaja do koszyka na radzieckim game boyu.
Ale jak zdjąć obsranego bodziaka w taki sposób co by dziecka nie ubrudzić bardziej?
Pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy:
nożyczki i tniemy.
Ale druga myśl na to: „No co Ty, przecież stara Ci jajca urwie”.
I stałem tak i się wpatrywałem jakby mnie kto postawił przed tablicą, nakazując rozwiązać równanie różniczkowe.
I wtedy stało się pewne.
Bez umycia nie da rady. Trza to zdjąć i grzdyla pod kranem szybko opłukać.
Zdjąłem.
I niech wam to wystarczy.
Opisać to ciężko.
Dżigersiu pod kranem cieszyła się błogo.
Ja zostałem z krajobrazem po bitwie

Po ogarnięciu całości wziąłem me dziecię w ramiona.
Zasnęła.

Ja zrozumiałem, że Olka jest małą, 7 tygodniową złośliwą łajzą.
Moja narzeczona Anna wróciła.
Kierowany konkubinatową uczciwością wyspowiadałem się ze wszystkiego.
I tak by się dowiedziała.
Bodziak pomimo wyprania pozostał pomarańczowy…..

P.S. Czy wszystkie kobiety od niemowlęcia robią dziubki do zdjęcia?

 

The following two tabs change content below.

Karkołomny

Racjonalny obserwator absurdów otaczającego świata. Miłośnik wszystkiego co dobre.

Ostatnie wpisy Karkołomny (zobacz wszystkie)

5 przemyśleń na temat “Wpis o kupie”

  1. ~mama-sama pisze:

    Wpis lekki i zabawny, mnie rozczulił i to bardzo. Przypominam sobie, jak Tatuś mojego maluszka w pierwszym miesiącu jego życia, gdy był jeszcze przy nas obecny – po moich błaganiach wręcz wziął go do przewinięcia, bym nie musiała wstawać. Po odpięciu pieluchy odstawił prawdziwy teatr. Z obrzydzeniem odskoczył, podniósł wrzask „Choooooodź tuuu szybko!” I tak zakończyła się jego pierwsza i ostatnia przygoda z kupą. Mimo wszystko wolałabym, gdyby był obok nas, nawet nie umiejąc przewinąc Malutkiego. Dziękuję za ten wpis, przywołał mi jedno z niewielu dobrych wspomnień. Pozdrawiam!

  2. ~babka pisze:

    Sza-cun ! Nie tylko za wzorowe by nie rzec malownicze oddanie tego co w dzieje się w pieluchach naszej młodzieży ale niebywały „flow” – może jakaś książka, kontakt z prasą? super możliwości – gratki

  3. heheh dobre… u nas kupa przeleciała przez pół pokoju.
    Przed pojawieniem się młodego nie zdawałem sobie sprawy, że kupa może być tak wdzięcznym tematem.

  4. ~jeszcze nie mama pisze:

    przeczytałam..popłakałam..i padłam..
    przeczytałam Małżonowi..spłakaliśmy się.. i padliśmy..
    po wszystkim pytanie: „ale on żartował, co nie? Bo mimo że żołnierzem byłem to z takim kalibrem to ja NIGDY nie chce zostać sam” ;)
    Pozdrawiamy :)

    1. Karkołomny pisze:

      Prawda. Najprawdziwsza. Gorzej, że jak grzdyl podrośnie i ma 6 miesięcy, to jest jeszcze gorzej. Bo kopie i się kręci przy przewijaniu… Damn

Odpowiedz na „~mama-samaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>