Gadaj z ludźmi jełopie!

Tekst ten miałem zamiar zamieścić kilka dni wcześniej. Ale nadmiar obowiązków służbowych oraz mój 6 tygodniowy bajtel skutecznie zabierały mi czas i siłę na pisanie czegokolwiek. Przy okazji zaczynam podziwiać blogerki parentingowe, mimo wcześniejszego niezbyt pochlebnego wpisu o matkach blogerkach. Zastanawiam się skąd one biorą siły, czas i skupienie myśli na pisanie, robienie zdjęć i tworzenie bloga? Mój 6 tygodniowy dżigersiu swoim krzykiem skutecznie robi mi galaretę z mózgu i sprawia, że nie jestem w stanie na niczym skupić myśli. Krążę jak we mgle i pamięć mi zawodzi. Czasami mam wrażenie, że większą przyjemność czerpałbym z podłączonego akumulatora na jajach lub walenia głową w mur niż krzyku mojego małego szczęścia. Te żywe 60 centymetrów tak skutecznie terroryzuje cały dom, że nawet pies ma depresję i boi się wyjść z kojca, gdy tylko Olka tylko zaczyna swój koncert. Jest to krzyk spowodowany brakiem, czy też oderwaniem od pokarmu. Więc jak te matki blogerki piszą tego bloga z dzieckiem przy cycach to ja nie wiem. Ale o tym to ja może napiszę obszerniej za niedługo, jak uporządkuje wszystkie ciemne strony posiadania bajtla.

Ludzie mówią, że w Warszawie gdzie nie rzucisz kamieniem to trafisz jakiegoś celebrytę, gwiazdę disco polo, rolnika z telewizji czy znanego blogera. Moja ścieżka kariery tak się ułożyła, że sierpień i wrzesień 2010 roku spędziłem w stolycy. Widziałem tam kilka znanych osób. Chociaż kamieniem nie rzucałem, to miałem wrażenie, że dostały jakimś obuchem, bo szły niekoniecznie prosto o 3 w nocy przez Nowy Świat. Bezlitośnie upalny sierpień roku pańskiego 2010 minął mi pod krzyżem przed pałacem prezydenckim. Nie walczyłem o niego. Wykonywałem swoje służbowe obowiązki siedząc w kazamatach pałacu i czekając na swoją kolej bezsensownej warty pod krzyżem, co by go ktoś nie ukradł. Zazwyczaj te 4 godziny stania pod nim mijały mi na słuchaniu od przemiłych starszych pań, że jestem gestapowcem, zomowcem, ubekiem, żydem i masonem. W przerwach tych komplementów zazwyczaj starsze panie leciały z różańcem. Jak tak człowiek stoi i przez 3 godziny (bo co jakiś czas superlatywy) słucha monotonii zdrowasiek, to nawet po zakończonej służbie, gdy siądzie sobie na kiblu to w głowie mu się odbija ten as-salaamu l-malaa’ikii (czyli, że zdrowaś itd.). Wrzesień był trochę zimniejszy i spokojniejszy, bo i krzyż ukradkiem zabrali pewnego poranka. I tak pozostały nam tylko patrole piesze uliczkami warszawskich dzielnic.

Pewnej wrześniowej soboty o poranku kroczyłem wraz z moim patrolowym kolegą przez warszawskie osiedle. Jaka to była dzielnica – zabij mnie nie powiem. Słów tu muszę kilka o koledze z patrolu. Ludzie często myślą, że policjant ma swojego stałego partnera, którego zna jak własne gacie i że w ogień za nim skoczy. To mit. Bardzo wielki mit. Moim współpatrolowcem był wtedy człowiek o wyglądzie pingwina z filmu Powrót Batmana - postaci granej przez Danny’ego DeVito.

No normalnie tak wyglądał

Macie czasami takie uczucie, że jakaś osoba jest tak brzydka, albo cokolwiek innego, że nie jesteście w stanie na nią patrzeć? Ja tak miałem przez 8 godzin tamtego dnia. I przez następne 7 dni. I na pewno w ogień bym za nim nie skoczył. Ale do tematu. Kroczyliśmy tak sennym krokiem przez pasaż sklepowy wśród warszawskiego blokowiska i rozmawialiśmy o niczym. Nawet go nie słuchałem tylko myślałem o tym czy wieczorem napić się czystej i popić ją browarem (zapewne tak zrobiłem, bo byłem wtedy na etapie jedzenia drutu kolczastego). Gdy przechodziliśmy obok księgarni uchyliły się drzwi i wyskoczył z niej dziarski staruszek. Potrącając mojego współpatrolowca rzucił szybkie „Przepraszam” zniknął pomiędzy blokami. Stanąłem jak wryty. Wywiązał się pomiędzy mną a moim kolegą z patrolu chyba jedyny wówczas świadomy dialog:

- W mordę dziad nie patrzy jak lezie – rzekł mój kolega.
– Ty wiesz kto to był baranie? – zapytałem. I ten jedyny raz zatrzymałem wzrok na pingwinie na jakieś nieprzerwane 15 sekund.
– Nie wiem, jakiś dziad. Jakbym się uparł to bym mu naruszenie zrobił, bo mnie pchnął wyłażąc.
– Człowieku co Ty gadasz? To był Władysław Bartoszewski! Mówi Ci to coś?
– Nic – odpowiedział pingwin, mając wyraz twarzy nie skażony żadną myślą.
Poczułem się w obowiązku wytłumaczenie ptakowatemu, że Pan Władysław to i w Auschwitz był jako więzień, że w Powstaniu Warszawskim był, że ministrem spraw zagranicznych był i że profesorem i autorytetem jest. Po wyrazie twarzy pingwina doszedłem do wniosku, że większe wrażenie zrobiłby na nim widok kulek Newtona. Zaprzestałem tłumaczeń i pogrążyłem się w myślach jak bym się zachował, co bym powiedział, jak zagaił rozmowę i o co zapytał gdyby to mnie potrącił Pan Władysław. Jednak uznałem, że nie ma co o tym myśleć, że drugiej takiej szansy nie będzie i dalej rozmyślałem o wieczornych swawolach.

Pod koniec września siedziałem, wraz z kilkoma innymi kompaniami zabezpieczenia, w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Zabezpieczaliśmy demonstrację policjantów. No i innych służb mundurowych. Jak jest demonstracja to wiadomo, że o pieniądze. Jak o pieniądze, to się wszyscy boją, że będzie jak z górnikami i będą fajerwerki. Jak będą fajerwerki to musi być zabezpieczenie. Tylko nikt nie pomyślał, że policjanci, strażacy, funkcjonariusze służby więziennej jak robią protest to nie będą robić dymów, bo strata pracy murowana. A na dobrą sprawę sami by się mogli zabezpieczyć i przeprowadzić przez miasto. Ale, że główni policyjni przełożeni lubią generować koszty to i skierowali do zabezpieczenia 10 kompanii oddziałów prewencji. Szczęście to miałem, że moją kompanię wrzucili do ogrodów Kancelarii Premiera i nie musiałem dreptać przez całą stolycę.

Po 5 godzinach siedzenia w niebieskim Jeepie i oczekiwania na przyjście demonstrantów natura wezwała mnie do odwiedzenia kancelaryjnych toalet. Tam stało już w kolejce kilku innych moich współtowarzyszy niedoli. Jeden z nich, wygląd Johny Bravo – zachowanie zresztą też (brak mózgu i wielka klata), mówił do drugiego kolegi typu Frodo – mały z wielkimi stopami:

- Kompanie mój drogi, niezwykłe wczoraj położyłem podwaliny pod moją muskulaturę na sali ćwiczeń. Podnosiłem ciężary motyla noga, że kurze pióro – rzekł Johny.
– No widzę towarzyszu mój słodki, że mięsnie twe są niczem u Herkulesa, kaczy dziób. A przedramię twe wygląda jak po całonocnym harcowaniu z Włodzimierzem – odparł Frodo.
– Chyba Ty! Waginosceptyczny karle! – odszczekał się Johny.
(wyżej wymienione ogólnie używane wylgaryzmy zastąpić można dowolnym niszowym brzydkim słowem na „K” czy „CH”; objaśnienia zwrotów na końcu tekstu).

W tym momencie z kabiny wyszedł mężczyzna. Znowu mnie zamurowało. Znowu był to Władysław Bartoszewski. W tym momencie myślałem, że zapadnę się pod ziemię ze wstydu przez dialog moich „kolegów”. Cóż mógł sobie pomyśleć Pan Władysław o służbie porządkowej w naszym pięknym kraju? W ojczyźnie, o którą walczył. Chciałem się odezwać, przeprosić za zachowanie kolegów, ale język stanął mi kołkiem i jedyne co wydusiłem, to „Dzień dobry”. Pan Władysław odpowiedział i wyszedł z toalety. Ja czułem, jak się palę ze wstydu. Johny Bravo i Frodo wybuchając śmiechem zaczęli komentować, jakiemu dziadowi się kłaniam. Miałem ochotę wyciągnąć z kabury Walthera i strzelić im w łeb. Dzięki temu mieli by w końcu coś w głowie. Rzekłem im, że nie będę się zniżał do poziomu rozwielitki żeby z nimi porozmawiać oraz że zamiast mózgu mają bidon z wodą.

I tak życie dało mi drugą szansę, której nie wykorzystałem. Pomyślałem wtedy „Gadaj z ludźmi jełopie!”. Ale jak tu gadać skoro sytuacje i okoliczności nie skłaniają do podjęcia dialogu. Przekonałem się wtedy, że trafłem do firmy, w której 70% osób niekoniecznie wie kto to jest profesor Władysław Bartoszewski i niekoniecznie potrafi się posługiwać poprawną polszczyzną. Ale o tym może w innym miejscu. Jedno jest pewne: trzeciej szansy na rozmowę z Panem Władysławem już nie będzie.

Słownik pojęć:
1. niezwykłe wczoraj położyłem podwaliny pod moją muskulaturę na sali ćwiczeń – spompowałem się na siłowni.
2. harcować z Włodzimierzem - onanizować się.
3. waginosceptyczny karzeł - ciota.

The following two tabs change content below.

Karkołomny

Racjonalny obserwator absurdów otaczającego świata. Miłośnik wszystkiego co dobre.

Ostatnie wpisy Karkołomny (zobacz wszystkie)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>